W ciągu swojego - jak dotychczas - trzyletniego stażu, zdążyłam poznać ofertę wielu firm zaopatrzonych w produkty do profesjonalnego przedłużania rzęs. Choć spora część z oferowanych produktów nie zapadła mi w pamięci, do wielu z nich chętnie powracam do dnia dzisiejszego. Dlaczego? To proste - moim podstawowym kryterium wyboru produktów jest ich jakość. Czy podobnie będzie z produktami marki Neicha? Jeśli tak, to dlaczego? Zapraszam do zapoznania się z recenzją produktów których użyłam do kilku moich stylizacji.


Etapy przedłużania rzęs zawsze muszą iść w swojej kolejności. Przygotowanie rzęs naturalnych do tejże czynności jest bardzo istotną kwestią - od niej bowiem w dużej mierze zależy trwałość aplikacji. Już dawno do lamusa odszedł mit, jakoby mycie rzęs powodowało ich szybsze wypadanie - faktem jest, iż dzieje się zupełnie na odwrót, dlatego też pierwszym, najistotniejszym krokiem jest ich dokładne oczyszczenie za pomocą specjalnego szamponu do rzęs. Cóż później? Później zaczyna się zabawa.. w małego chemika! ;-)


Trzy czarodziejskie, piętnasto-gramowe buteleczki - każda z inną, płynną zawartością. Pierwsza z nich to cleanser - czyli odtłuszczacz rzęs naturalnych. Niezastąpiony produkt z zawartością wzmacniającej rzęsy naturalne witaminy C, dodatkowo wspomagającej pozbycie się resztek zanieczyszczeń na oku. Doskonale przygotowuje rzęsy do dalszego etapu jakim jest bazy podkładowej - inaczej mówiąc, primera. To również jest produkt wielozadaniowy - oprócz ponownego odtłuszczenia rzęs i pokrycia ich warstwą zwiększającą przyczepność, powoduje też lepszą trwałość kleju. Co za tym idzie? Zdecydowanie lepsza trwałość, aniżeli stylizacja saute. Takowa jest wręcz niedozwolona. A fe!
Cóż kryje się w ostatniej buteleczce? Drogie Panie - to produkt, którego nie powinno zabraknąć w kuferku Waszej stylistki. Mowa oczywiście o removerze, którego celem jest rozpuszczenie łączeń klejowych. Na co dzień rzadko kiedy używany, może znacznie wspomóc ściągnięcie rzęs po poprawianej przez nas, nieudanej, poprzedniej aplikacji - bez możliwości uszkodzenia naturalnych włosków. Doskonale odpowiada mi jego stan skupienia - jest to produkt w żelu, wobec czego ryzyko przedostania się go do oczu jest niewielkie. I wilk syty - stylistka wspomożona w nużącej czynności - i owca cała. Czas na aplikację!


Klej Super testowałam w momencie dość dużych skoków temperatur i wilgotności, w okolicach 22-28°C i 30-80%. Warunki - całkowicie ekstremalne. Pomimo przechowywania w magic pack'u, dość szybko gęstniał zarówno w butelce, jak i na szkiełku. Dość intensywnie paruje, wydzielając wyczuwalny, mocny zapach - może podrażniać bardziej wrażliwe oczy. Wedle zapewnień producenta, trwałość tego kleju to czternaście tygodni, podczas gdy czas wiązania to 1-2 sekundy. Dla mnie niestety jest zbyt wolny - wybieram kleje półsekundowe, które idealnie pasują do mojego tempa pracy. Być może wilgotność w mojej pracowni była zbyt niska - bardzo składał kępki w stylizacjach volume. Dobrze jednak wypadł przy aplikacji rzęs kaszmirowych. Pora na wisienkę na torcie..


Moje testy odbywały się na rzęsach premium mink, czyli syntetycznych norkach. Pod uwagę brałam trzy grubości rzęs, których używam najczęściej - 0.07, 0.10, 0.15. Pojedyncza kasetka zawiera mix długości - szesnaście rzędów rzęs, co do których parametrów mamy wybór dwóch opcji - włoski 8-14 mm lub nieco krótsze, 6-14 mm.


Premium minki są bardzo miękkie, dzięki czemu noszenie ich - oczywiście, odpowiednio dobranych - na oku nie obciąża naturalnych włosków. Jak na wygląd idealnych minków przystało - lekki materiał w kolorze głębokiej czerni, odbijającej w świetle dziennym w delikatny w odcień granatu, tworzy efekt dalece odbiegający od sztucznego wizerunku.


Paski rzęs bezproblemowo wyjmują się z kasetki. Klej, który utrzymuje pasek na miejscu jest stabilny, silny, dzięki czemu nie przesuwają się w lash holderze. Jak widać na zdjęciu powyżej - włoski są dobrze, lecz dość płytko umocowane, dzięki czemu doskonale się je ściąga, tworząc kępki rzęs.


Tak! Oto gotowe kępki, które wprost z paska za pomocą kilku ruchów lądują na oku klientki. Choć na zdjęciu pozornie niczym się nie różnią, począwszy od dołu widzimy trzy różne grubości - 0.15 (używane przeze mnie do metody 1:1), 0.10 (wykorzystywane do metod 2D i 3D) oraz 0.07 - moich ukochanych, tworzących efekt puszystego wachlarzyka. Idealny profil, świetna sprężystość, nie odkształcanie się - czy wiecie już, dlaczego nazywają się premium?

__________

Powracamy do pytania z pierwszego akapitu tego postu. Teraz z pełną świadomością mogę wysunąć krótki, acz sensowny wniosek - tak, to jest to! Wybaczam małą wpadkę w postaci zbyt wolnego kleju, który mimo wszystko sam ustala zasady - to on wybiera nas, nie my klej. Produkty Neicha na pewno dołączą do stałego asortymentu moich zasobów. 

Przedłużamy letnie trendy! Bomberka zyskała już miano kultowej. Klasyczna kurtka wojskowych pilotów nie znika z łask od niemalże stu lat, przeżywając obecnie swój renesans. 
Pomysł na jej fason został stworzony z prozaicznego powodu - gdy podczas pierwszej wojny światowej kabiny samolotów były otwarte, ich ciało musiało być szczególnie chronione przed warunkami atmosferycznymi - musiała być jednak na tyle plastyczna, by nie krępowała ruchów pilotów. To była recepta na sukces Lesliego Irvina - gdy w roku 1926 jego fabryka zaczęła produkcję, manufaktura nie nadążała z ilością zamówień. Z biegiem rozwoju świadomości modowej i poszukiwania własnej drogi, bomberka wróciła do łask zaledwie czterdzieści lat później, zyskując uznanie młodych, zbuntowanych subkultur wprost z londyńskiej ulicy. Niedługo potem pokochali je również hip-hopowcy.

Jej przewrotna historia nie wpłynęła na obecność w świecie współczesnej mody. Gdy w 2014 roku w kolekcjach światowych projektantów pojawiły się jej zmodernizowane modele, podbiły serca każdego wielbiciela dobrego stylu. Któż nie pamięta Pharella Williamsa w kwiecistej, satynowej wersji lub oryginalnego kroju autorstwa Takahiro Miyashita, chętnie zakładanego przez Kanyego Westa? Dziś nosimy je tak, jak jakiś czas temu zaprezentowała Ellie Goulding - luźno, obszernie, z połyskiem satyny. Nonszalancko, lecz z nutą elegancji.


Kurtka bomber - jak ją nosić?

Obowiązkowo zakończona ściągaczami. Materiał - ortalion lub inny syntetyk, ewentualnie bawełna, często z połyskiem. Może być obszerna, noszona luźno, lecz również w wersji slim - bardziej kobieca, dopasowana.

















Propozycje z sieciówek































Uniwersalna, praktyczna - to jej największe zalety. Dzięki swoim cechom, łączącym wygodę z niebanalnym charakterem z pewnością nie prędko odejdą w zapomnienie, zostając z nami na dłużej. Osobiście najprawdopodobniej należę do największych fanek pilotki, którą często łączę ze sportowym obuwiem i idealnie skrojonymi jeansami - jest wówczas szczególnie podkreślona w całości. Jedno jest pewne - to model dla każdego, niezależnie od figury czy preferowanego stylu.
Szanowne, która z Was nie wyobraża sobie swojej szafy bez bomberki? Z czym najczęściej ją nosicie?

Gdyby istniał konkurs, w którym kryterium byłaby ilość przetestowanych kosmetyków do cery mieszanej, z pewnością uplasowałabym się wysoko w rankingu laureatów. Trudno mi znaleźć krem idealny, ponieważ stan mojej skóry zmienia się w trybie natychmiastowym, z dnia na dzień - od tłustej, wymagającej porządnego zmatowienia oraz pozbycia się niedoskonałości, przechodzącą przez stan idealny, aż do momentu, w którym poziom jej nawilżenia osiąga moment krytyczny, stając się ewidentnie zmęczoną.
Gdy na sklepowych półkach pojawiła się nowość marki Garnier - korygujący krem matujący - trudno było mi przejść obojętnie. Dlaczego? Producent mówi o nim..

Korygujący krem matujący to produkt stworzony do walki z głównymi problemami cery trądzikowej, ze skłonnością do niedoskonałości:
  • widocznie zwęża pory
  • redukuje niedoskonałości i zaskórniki
  • zmniejsza widoczność śladów po niedoskonałościach i wygładza skórę
  • matuje i zmniejsza błyszczenie skóry
  • nawilża przez 24h.

Doświadczona poprzednimi próbami znalezienia kremu jednocześnie matującego, jak i nawilżającego postanowiłam dać mu szansę. Jakie były efekty naszej współpracy? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.



Moja opinia.. 
Wąską tubkę z zawartością czterdziestu mililitrów kremu otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, na którym zawarte są wszelakie istotne informacje dotyczące składników oraz stosowania. Wydobycie odpowiedniej ilości nie sprawia żadnego problemu za pomocą podłużnego, higienicznego aplikatora otoczonego odkręcaną nakrętką. 
Krem ma lekką, nie klejącą konsystencję - płynnie się rozprowadza, szybko wchłaniając się w skórę, dzięki czemu z powodzeniem może być stosowany pod makijaż. Zapach w moim odczuciu jest bardzo przyjemny - typowy dla tej linii Garniera - choć intensywny, z nutą męskich perfum, nie utrzymuje się długo. Cena tej przyjemności waha się od 18 złotych (drogerie internetowe), aż do 34 zł. (Empik).


Działanie..
Latem, za sprawą panujących temperatur rzadko kiedy używam jakichkolwiek kosmetyków kolorowych - produkt ten miał zatem szerokie pole do popisu. Jako, iż nocą stawiam na kremy głęboko nawilżające, stosowałam go głównie na dzień - czyli wtedy, gdy najbardziej zależy mi na efekcie zmatowienia. Do tej pory większość kremów matujących dawała efekt odwrotny do zamierzonego - działanie opierało się na mocnym wysuszeniu, dzięki czemu skóra produkowała jeszcze więcej sebum. W tym przypadku takiego efektu nie ma; pozostawia cerę mniej błyszczącą, a zarazem delikatnie nawilżoną - satynową w dotyku.
Nie mam dużego problemu z niedoskonałościami - zazwyczaj są to delikatne zmiany w obrębie często przesuszonych policzków, rzadko kiedy w innym miejscu. Początkowo moja skóra była nieco zapchana - choć trudno mi powiedzieć dlaczego, zbiegło się to z okresem stosowania kremu. Po kilku dniach regularnej aplikacji pory nieco się zwężyły, zaskórniki na nosie stały się mniej widoczne, a twarz wizualnie gładsza. Niestety, nie poradził sobie z drobnymi wypryskami, lecz z całą pewnością pomógł zagoić ślady po starszych wykwitach.  

Skład.. 
W składzie głównymi przodownikami są dwa produkty - złuszczający i przeciwbakteryjny kwas salicylowy oraz ekstrakt z borówki, działający na skórę antyoksydacyjnie, nawilżająco, jednocześnie posiadający umiejętność zwalczania zmian trądzikowych. Mała uwaga do posiadaczek cery wrażliwej - dość wysoko w składzie zawiera alkohol.






_____

Odpowiedz w komentarzu na dwa pytania:
1. Który owoc nawilża skórę, jednocześnie działając wygładzająco i pomagając zwalczyć zmiany?
2. Czego oczekujesz od idealnego kremu?

Czas trwania konkursu - 
od dnia dzisiejszego do 23.07.2016, 23:59. 

Wyniki w komentarzu pod postem pojawią się maksymalnie do godziny 23:59 dnia 24.07.2016.

Pełen regulamin uczestnictwa znajduje się tutaj

Powodzenia!